Blog chmura tagów
Dzidziuś nr 2 - radość, ekscytacja, obawa, lęk - emocjonalny shake. 5
Dzidziuś nr 2 - radość, ekscytacja, obawa, lęk - emocjonalny shake.

Dzidziuś nr 1 - jakie emocje towarzyszą ciąży i powiększaniu rodziny?

 
Spotykasz swojego Księcia z bajki (druga opcja to - "dobra, ten tez się nada" :) ). Wijecie sobie gniazdko, snujecie plany na przyszłość korzystając w pełni z dobrodziejstw jakie niesie ze sobą dorosłe , nie obciążone specjalnymi obowiązkami życie (kredyt i zwierzak się nie liczą :P). Jest wam tak dobrze, błogo i wspaniale ,że z tego nadmiaru szczęścia wpada któremuś z was  do głowy iście szalony pomysł - a może dziecko??? 
No i rusza machina..... lekarze, analizy, badania i ....... najprzyjemniejsza część - tworzenie tego 8 cudu świata - najpiękniejszego, najcudowniejszego, najwspanialszego dzidziusia.  Wreszcie nastaje moment romantycznego oznajmienia mężowi/partnerowi - "są 2 kreski"! Można romantycznie i filmowo - zamówić tort, kupić mikro buciki czy wielce nie praktyczne ale jakże urocze najmodniejsze śpioszki lub po prostu w biegu skrobnąć smsa "Stary, koniec zabawy, udało się! :)". 
Tak czy siak, brzunio zaczyna rosnąć. Ty jako przyszła mama Księcia lub Księżniczki studiujesz wszelkie możliwe książki, poradniki i fora internetowe poświęcone tematyce macierzyństwa. Oglądasz cudne wiecznie wysprzątane na błysk pastelowe pokoiki na instagramie i nienaturalne (ale przecież jakże urocze .....(sic!) ) sesje noworodkowe. 
Niecierpliwie przebierasz nóżkami i jeżeli należysz do grona szczęściar , których nie dotknęły uciążliwe dolegliwości ciążowe (wymioty, omdlenia, przymus leżenia) powolutku sobie rośniesz rozjaśniając okolicę swym wewnętrznym blaskiem (buhahahaha - tak tak wiem, spuchnięte stopy, gazy , zaparcia i zmęczenie sprzyjają błyszczeniu jak nic innego a autorami powieści i filmów o takiej tematyce i takim ujęciu tematu są zapewne mężczyźni). Jednakże nie o tym chciałam pisać, o moich odczuciach związanych z ciążami opowiem wam na łamach odrębnego artykułu.
W końcu po 9 miesiącach rodzi się dzidziuś - ten jedyny, najwspanialszy, najpiękniejszy, najmądrzejszy , najśliczniejszy (oj tutaj należy uważać - nie oszukujmy się - nie spodziewajcie się instagramowego dzidziusia na 3 minuty po wyjęciu z brzucha - jest ogromna szansa że wasza pociecha nie powali was urodą na kolana :) ) no w ogóle naj naj naj, a Ty z trybu inkubator miękko przejdziesz w obolały tryb MAMA. 
 

Lęki świeżo upieczonej mamy. 

 
Wiadomo, że normalnym są obawy, nerwy, obiekcje, lęki związane z przyjściem na świat dzidizusia nr 1 - jak? gdzie? dlaczego? po co? naprawdę? aż tyle? znowu? ale gdzie to powinno być? i wiele wiele innych pytań pada z twoich ust codziennie. Wszystko jest nowe, nieznane, trochę dziwne i zaskakujące, a czasem nawet przerażające :P.
Jednak po pewnym czasie sytuacja się stabilizuje i tryb MAMA zmienia sie w tryb ROBOMAMA - robot wielozadaniowy - taka jest naturalna kolej rzeczy i prędzej czy później następuje. Kiedy już się otrząśniecie z szoku jaki spowodowało pojawienie się w waszym życiu nowego członka rodziny i wszystko juz będzie dla was łatwe, naturalne a szkrab podrośnie - może pojawić sie u was kolejny szalony pomysł - a może dzidziuś nr 2?? Przecież skoro pierwsze jest takie fajne, a my daliśmy radę to z drugim też będzie spoko :). 
 

Dzidziuś nr 2. - tu to dopiero wiat staje na głowie - emocjonalny shake

 
I właśnie na tym etapie niedawno byłam ja sama. Córcia ogarnięta, dzielny przedszkolak - ubiera się sama, umie się bawić sama, można się dogadać a nawet sobie swobodnie pogadać. Mi latka lecą nieubłaganie i trzeba zacząć myśleć co dalej. Zawsze mówiliśmy że chcemy mieć dwójkę dzieci - taki był plan - ale odsuwaliśmy decyzję o drugim , bo zawsze coś wypadało, a to córcia jeszcze za mała, a to moja chęć do powrotu choć na trochę do świata dorosłych , a to to, a to tamto.  
W pewnym momencie zdałam sobie sprawę że jak nie teraz to nigdy - serio, uważam że dla mnie to już ostatni dzwonek, bo 40-tka już na horyzoncie - na razie jeszcze trochę rozmyta ale już się pojawiła.  Nie było co zwlekać - zabraliśmy się do pracy. 
Poszło szybko :) - brzunio rośnie. 
W przypadku pierwszej ciąży moje obawy związane były głównie z tym czy będę dobrą mamą, czy nie będę zbyt surowa (zabawne jest to że okazało się że w stosunku do córci jestem miękka jak biszkopt i łatwo mnie urobić :P), czy będę w stanie pokochać kogoś tak mocno by jego potrzeby były dla mnie najważniejsze - po prostu - czy sprawdzę się jako Mama. Mimo , że od wczesnych lat nastoletnich chciałam mieć  dziecko to bycie Mamą zawsze było dla mnie lekko surrealistyczne. Świadomość tego, że ktoś będzie ufał mi bezgranicznie, że dla kogoś będę autorytetem, wyrocznia i całym światem (przynajmniej przez kilka pierwszych lat :) ) lekko mnie przytłaczało i przerażało - to ogromna odpowiedzialność - czy podołam? Nigdy nie miałam zapędów do bycia przewodnikiem stada- raczej chciałam je zawsze tworzyć i być jego częścią. Będąc rodzicem jesteś przewodnikiem po życiu i świecie dla swojego dziecka.
Bałam się , nie ma co się oszukiwać - bardzo się bałam. 
Gdy po porodzie spędzałyśmy czas głównie same - wiadomo 3 dni w szpitalu trzeba odleżeć, już wtedy wiedziałam , że się zakumplujemy, że połączy nas nie tylko bezgraniczna miłość ale również przyjaźń - moja 4 latka teraz mi mówi że jest m jej ulubiona koleżanką i przyjaciółką :p. Ja naprawdę  lubię swoje dziecko - jest dobra, grzeczna, przeprasza jeśli napsoci, szanuje innych i przyrodę (nie zrywa liści, nie depcze mrówek , a ślimaki przenosi z chodnika żeby ich nikt nie zdeptał :) ), kocha zwierzęta i nie boi się żyć i cieszyć każda chwilą. 
Czyli jednak mi się udało - stworzyłam i wychowuje fajnego człowieka - no dobra tatuś tez trochę się do tego przyłożył :P. Skąd więc teraz we mnie tyle obaw gdy w moim brzuchu rośnie drugi potencjalnie równie fajny człowiek?
 

Emocjonalna huśtawka. 

 
Oprócz oczywistych obaw - w stylu - czy finansowo damy radę, czy małe mieszkanie wytrzyma 5 osobową rodzinę (piąty członek rodziny to pies - duży pies :) ), czy logistycznie ogarniemy wszystko i jak zareaguje wyżej wspomniany pieseł na nowego członka rodziny itp pojawiły się zupełnie nowe - inne niż w przypadku pierwszej ciąży. 
Czy pokocham go równie mocno jak córcię? Czy można obydwoje dzieci kochać tak samo? Czy moja relacja z córką i nasza więź nie ucierpi? Czy ma się ulubione dziecko i to mniej ulubione? Czy łatwo równomiernie podzielić miłość? 
Wydaje mi się że ilość miłości jaką darzę córcię jest absolutnie niepodzielna i nie do naruszenia i obawiam się że kochając syna odbiorę jej część miłości - a tego nie chcę! Pewnie część z was łapie się teraz za głowę i mówi wariatka - o czym ona właściwie pisze, ale niech wypowiedzą się mamy minimum dwójki dzieci - nie miałyście tak? Nie maiłyście podobnych myśli? 
A jeśli podświadomie będę odsuwać synka ,żeby nie zranić córci? Żeby nie czuła się odrzucona czy odepchnięta? Przyznam ,że coraz częściej nachodzą mnie takie myśli, im bliżej porodu tym więcej zamieszania mam w głowie, a te niepokojące myśli nabierają na mocy. 
Na samą myśl o tym ,że córka może poczuć się odrzucona czy zepchnięta na drugi plan pęka mi serce. Z drugiej strony widzę jak cieszy się z dzidziusia i co chwile pyta się kiedy wyjdzie, żeby mogła się nim zaopiekować. Głaszcze mnie po brzuchu rano jak się obudzi, przytula się do brzucha i całuje dzidziusia - to mnie bardzo buduje - liczę na to że zrozumie ,że braciszek będzie potrzebował dużo mojej uwagi ,a co za tym idzie będę musiała poświęcać mu dużo czasu. 
Do wyżej opisanych obaw doszły te które spokojnie mogę nazwać hardcorowymi - lęki egzystencjalne i lęki związane ze śmiercią. Pierwszy raz pojawiły się u mnie po narodzinach córki - obawy związane ze śmiercią - moją - co będzie jak coś mi się stanie? Zostawię ją samą, będzie wychowywała się bez mamy, jak sobie poradzi itp. I nie były to zwykłe rozterki ale napady i ataki paniki powiązane z płytkim oddechem, rozbieganym wzrokiem i drżeniem ciała. Czy to znaczy że jestem nienormalna? Czy powinnam udać się do psychiatry? Myślę ,ze nie - dla mnie to normalna reakcja kochającej mamy, kochającej ponad wszystko i bezgranicznie. Tak jak boje się że dzieciom coś się może stać tak samo boję się o siebie bo to również dotyczy moich dzieci - gdy byłam sama takie myśli były mi obce. Oczywiście to ja byłam całym światem dla swoich rodziców ale nie zdawałam sobie sprawy z tego że gdyby coś mi się stało to oni bardzo by cierpieli - dopiero gdy pojawił się ktoś kto przysłonił mi cały świat i wygenerował we mnie niewyobrażalne pokłady miłości zaczęłam myśleć o tym że życie jest bardzo kruche i trzeba bardzo uważać i dbać o nie nie tylko dla siebie. Jeżeli coś stałoby się mi to wiem że moje dzieci by cierpiały - a tego uczucia z całej dostępnej masy uczuć chciałabym im oszczędzić. 
 
kobieta w ciązy

Komentarze do wpisu (5)

13 listopada 2018

Ilość emocji w głowie Ciężarnej jest nieskończenie wielka:) Wiem po sobie:) Świetny Wpis:)

13 listopada 2018

w mojej ciąży pracowałam nieomal na trzech etatach, żeby mieć pieniądze na nowe wydatki :) nawet do lekarza nie chodziłam. Serio. Nie było czasu na emocje

13 listopada 2018

Emocji jest niezmiernie wiele. A jeszcze więcej kiedy starasz się o dziecko 15 lat, pokonujesz diagnozę: ''nie będziesz już mieć dzieci'' i walczysz... 9 miesięcy walczysz w bólu...

13 listopada 2018

@Małgorzata! walka zawsze się opłaca kiedy pojawia się ten wymarzony człowiek:) mamy wielką nadzieję, że u u CIebie się dobrze zakończyło. Przesyłamy moc ciepła!

13 listopada 2018

Przede wszystkim gratulacje :) Podobno dwójka dzieci diametralnie różni się od jednego - więc powodzenia :)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl