Przedszkolak – to brzmi dumnie!
Zachodzisz w ciążę, rodzisz dziecko i zanim zdążysz się obejrzeć nadchodzi pierwszy dzień przedszkola. Serio, uwierzcie mi, ja nie byłam na to zupełnie gotowa. Mój malutki Pączuszek, moja kruszynka miałaby zostać 9h beze mnie z jakimiś obcymi babami, do których miałaby się przytulać, szukać u nich pocieszenia w kryzysowych sytuacjach (a tych u maluchów jak wiemy nie brakuje) i to one miałyby być naocznymi świadkami rozwoju mojego dziecka? W życiu! Nigdy, przenigdy! Co to to nie! Przecież to za wcześnie! Ona nie da rady! JA NIE DAM RADY!!!! Buuuuuuu…..znacie to? Brzmi znajomo? Ha, ha, ha , założę się że tak i że niejedna z Was uśmiechnęła się teraz pod nosem, na wspomnienie tych rozterek emocjonalnych targających sercem na chwilę przed rozpoczęciem roku szkolnego. Jeżeli dopiero Was to czeka to jestem pewna że większość z Was właśnie tak się czuje. I wiecie co? Nie wstydźcie się tego!!! Nie próbujcie oszukiwać samych siebie, że jesteście takie twarde – przy dziecku tak, musicie się wziąć w garść – uśmiech i opanowanie to podstawa. Ale później w samotności urońcie łezkę, pobuczcie sobie – my MAMY mamy do tego prawo! 😊 W końcu nasze pociechy , które jeszcze niedawno niespokojnie wierciły się nam w brzuchach teraz robią pierwszy poważny krok w dorosłość i samodzielność.
Przedszkole - jak zacząć?
Na początku garść informacji dla tych którzy swoją przygodę rozpoczną już niedługo, w tym lub następnym roku (z racji tego że mieszkamy w Warszawie informacje dotyczą zasad rekrutacji w stolicy).
Obowiązkiem wychowania przedszkolnego objęte są dzieci w wieku 3-7 lat (dotyczy roku kalendarzowego). Na stronie internetowej www.edukacja.warszawa.pl oprócz wszelkich możliwych informacji niezbędnych nam do prawidłowego przystąpienia do rekrutacji przeczytać możemy co następuje: „Zasady prowadzenia postępowania rekrutacyjnego do samorządowych przedszkoli i oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych na rok szkolny 2018/2019 zostały przygotowane w oparciu o zapisy ustawy z dn. 14.12.2016r „Prawo oświatowe” (Dz.U. z 2017, poz.59 z późń.zm.)”. Wynika z tego że podstawę prawną stanowi „Prawo oświatowe” do którego polecam się odwoływać w razie wątpliwości.
Na przełomie lutego i marca rozpoczyna się rekrutacja – wtedy to też uruchomiony zostaje elektroniczny system rekrutacji za pośrednictwem którego wpisujemy do formularza wszystkie niezbędne dane, wybieramy przedszkola , które najbardziej nam odpowiadają, drukujemy wniosek i zanosimy go do tzw przedszkola pierwszego wyboru – czyli tej placówki na której najbardziej nam zależy i…..czekamy, aż do końcówki kwietnia kiedy zostaje ogłoszona lista przedszkolaków przyjętych.
Tak też zrobiliśmy, wybraliśmy 3 placówki (w tym co śmieszne jedną z nich było moje przedszkole) i czekaliśmy, powiedzmy cierpliwie. W końcu przyszło pismo w sprawie przyjęcia do przedszkola i ….. nigdzie się nie dostaliśmy!!! Mieliśmy za mało punktów (tak tak, niestety jest system punktowy). Ręce nam opadły. Szybko wzięliśmy się jednak w garść i napisaliśmy odwołanie – polecam zrobić to każdemu komu tak jak nam nie uda się dostać za pierwszym razem. Doszły do nas słuchy że wiele osób odpuszcza i nie zawraca sobie głowy dalszymi papierkowymi sprawami i np. decyduje się na przedszkole prywatne – także skuteczność odwołań naprawdę jest niezła.
Napisaliśmy i znów czekaliśmy. Przyznam , że byliśmy nadal lekko zdenerwowani ponieważ nie wiedzieliśmy co będzie dalej - przedszkole prywatne nie wchodziło w grę ponieważ na Żoliborzu, gdzie mieszkamy, jest to koszt ok 1500zł miesięcznie. Czekaliśmy, czekaliśmy i okazało się że warto było czekać – dostaliśmy się do nowiusieńkiego , jeszcze nie otwartego przedszkola oddalonego od naszego mieszkania o jakieś 500m – byliśmy przeszczęśliwi!!! Z wypiekami na twarzach przechodziliśmy na spacerach wzdłuż płotu budowy i zaglądaliśmy przez szparki z ciekawością. W końcu zza ogrodzenia wyłonił się przepiękny parterowy budynek z dwoma ogromnymi placami zabaw. Kamień spadł nam z serca – córcia ma miejsce, blisko domu, w placówce państwowej.
Obecnie każde z przedszkoli ma swoja stronę internetową , na której znaleźć można informacje dotyczące rzeczy jakie są potrzebne małemu przedszkolakowi i można powolutku podczas wakacji gromadzić wyprawkę. U nas było troszkę inaczej , z racji tego że przedszkole rozpoczęło działalność 1 września 2017r. Strony internetowej nie było, a zebranie dla rodziców możliwe było dopiero właśnie 1 września ponieważ do samego końca wakacji trwały prace wykończeniowe. Efektem tego było to że mieliśmy jedynie weekend na zorganizowanie: śpiworka, pidżamki, kapci, kubeczka, stroju na gimnastykę, mokrych i suchych chusteczek. Tylko tyle i aż tyle – wszystko należało podpisać i przygotować.
Teraz przyszedł czas na uporanie się z emocjami Matki Wariatki, która nie wyobraża sobie dłuższej rozłąki ze swoją ukochaną córeczką.
Nadszedł pierwszy dzień w przedszkolu.
Nadszedł poranek 4 września – moje nerwy były napięte jak postronki ale oczywiście starałam się trzymać je na wodzy. Już od kilku tygodni opowiadaliśmy córci jak to super będzie w przedszkolu i jak świetnie będzie się bawiła z dziećmi – nasza pociecha należy do dzieci, na które inne dzieci działają jak magnes. Bywały dni że aż podskakiwała z radości na myśl o przedszkolu ale były i takie w których płakała i mówiła że nie chce albo że chce iść ze mną. Zapobiegliwie w pracy wzięłam sobie tydzień urlopu żeby być na miejscu w razie nagłej potrzeby ruszenia memu dziecku na pomoc. Żyjąc w błogiej nieświadomości jak sprawa wygląda w państwowych przedszkolach byłam przekonana że pierwszy tydzień jest adaptacyjny i że dzieci przychodzą z rodzicami i razem się bawią itp. Nic bardziej mylnego, na zebraniu ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu Panie rozwiały moje nadzieje i oznajmiły że żadnej „adaptacji” nie ma. Dzieci od początku przychodzą same do przedszkola i rodzice po szybkim pożegnaniu wychodzą z placówki. Nie zrażona postanowiłam nie zostawiać jednak córki na caluśki dzień w ciągu tego pierwszego tygodnia i odbierać ją po dosłownie 3-4 godzinach. Jak już wspominałam nie tylko na łamach tego artykułu dumnie nazywam siebie Matką Wariatką także doskonale wiedziałam że nie będę w stanie zaprowadzić i zostawić dziecka samego w przedszkolu wiec sprytnie i przebiegle zostawiłam tę jakże miłą czynność tatusiowi. Przecież wiadomo że faceci są mniej emocjonalni i bardziej odporni zarówno na płacz dzieci jak i rozhisteryzowanych żon. Przygotowałam, ubrałam, ucałowałam z gulą w gardle i przyklejonym uśmiechem ochoczo pomachałam na pożegnanie i zamknęłam drzwi. Poszli. A ja na fotel telefon do ręki i burza myśli – a jak będzie płakała, a jak nie będzie chciała zostać, a jak ucieknie, a jak będzie nieszczęśliwa, a jak będzie jej smutno że mamusi nie ma, a jak to a jak tamto…… i tak mogłabym spędzić jeszcze pewnie i z godzinę zamartwiając się aż z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu. I jak? Jak było? Płakała? Wracacie? No mów!! Wszystko ok, wzięła Panią za rękę , dała mi buzi i poszła do sali. Możesz już się uspokoić. Uffffffff….udało się. Ale jak to? Ja tu wychodzę z siebie jak to będzie i czy jestem dobrą matką a ona tak po prostu poszła się bawić? No nic, względnie uspokojona odłożyłam telefon upewniając się czy głos jest na pewno włączony – przecież mogą zaraz zadzwonić że tragedia i że mama potrzebna natychmiast! Telefon milczał, alarmu nie było. Postanowiłam że o 12 ją odbiorę , żeby powoli przyzwyczajać ją do nowej sytuacji. Z duszą na ramieniu, gotowa odebrać zapłakane dziecko, weszłam do przedszkola, kieruję się do sali i co widzę? Moje dziecko przeszczęśliwe, uśmiechnięte, wręcz rozpromienione leci do mnie przytula się i ciągnie do szatni. Zdążyłam tylko szybko się zapytać Pani jak było – super, ładnie się bawiła i ślicznie jadła. Ale jestem dumna! Mam taka dzielną córcię. Pierwszy tydzień minął cudownie – chętnie rano zostawała , była bardzo grzeczna i pogodna a ja odbierałam ja codziennie o godzinkę później. Jak widzicie u nas nie było żadnej traumy, płaczu, rzucania się na podłogę czy histerii związanych z zostawaniem. Za parę dni rozpoczyna się drugi już rok uczęszczania przez naszą pociechę do przedszkola i pomijając naprawdę nieliczne momenty kiedy z płaczem szła (w końcu każdy ma gorszy dzień) nie mieliśmy problemów. W czasie drzemek jeśli nie śpi to grzecznie leży i odpoczywa, posiłki zjada bardzo ładnie i nie wchodzi w konflikty z innymi dziećmi – umie się bawić i dzielić – bardzo dobrze funkcjonuje w grupie. Mamy dużo szczęścia bo nieraz jestem świadkiem zachowania dzieci w wieku mojej córki i naprawdę bardzo współczuje rodzicom, którzy codziennie od nowa prowadzą tą samą walkę.
Czy warto wysłać dziecko do przedszkola?
W naszym przypadku przedszkole było nieuniknione ponieważ nie mogliśmy sobie pozwolić na to żebym została w domu i zrezygnowała z pracy. I tak mieliśmy mnóstwo szczęścia bo udało nam się uniknąć żłobka – moi kochani rodzice (oczywiście głównie mama, ponieważ tata nadal jest aktywny zawodowo) podjęli się opieki nad wnusią od chwili gdy skończyła 14 miesięcy do momentu pójścia do przedszkola. Codziennie mąż zawoził córcię do babci i po pracy któreś z nas ją odbierało.
Obydwoje z mężem wychodzimy z założenia że siedzenie z mamą czy babcią dłużej niż 3 lata jest po prostu niezdrowe dla dziecka i nie korzystne dla jego rozwoju. Po pierwszych 2 miesiącach utwierdziliśmy się w tym przekonaniu i nabraliśmy niezbitych dowodów na trafność tej tezy. Nasza córka przed pójściem do przedszkola niespecjalnie zainteresowana była rozmową w „naszym” języku i używała języka łączonego – trochę po swojemu trochę po naszemu. Nie udawało nam się jej zachęcić do budowania pełnych zdań. Po dwóch miesiącach przedszkola jakby ktoś zaczarował naszą Księżniczkę – buzia jej się nie zamykała – to było niesamowite – obcowanie z innymi dziećmi zmusiło ją do mówienia, bo nikt za nią nie dopowiadał i jej nie wyręczał – poza tym istnieje element rywalizacji – oni mówią to ja też muszę. Bardzo szybko przyswoiła i wprowadzała w domu nawyki przedszkolne – po przyjściu do domu trzeba myć rączki, do jedzenia siadamy jak Pani powie smacznego, samodzielne ubieranie się, potrzeba dzielenia i wspólnej zabawy itp. Posłanie córci do przedszkola to był najlepsza decyzja jaką podjęliśmy – serce rośnie jak widzimy jak pięknie się rozwija, codziennie uczy nowych rzeczy i jak uwielbia obcować z rówieśnikami.

Tekst: Aga B.