O matko Włoska! - czyli o wychowaniu dziecka w słonecznej Italii!
Naszą bohaterką wywiadu jest Marta – dusza artystyczna, miłośniczka dobrej kuchni oraz podróży, świadoma i uważna żona oraz matka 5 letniego chłopca. Od 12 lat mieszkająca w małej włoskiej miejscowości nieopodal Florencji.
BY: Marta, jak wygląda Twój regularny dzień. W Polsce często bycie mamą wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, szczególnie jeśli chcesz się spełniać zawodowo to musisz być nastawiona na pęd. Czy miejsce w którym mieszkasz, również wiąże się z taką presją dla młodych matek?
Marta: Ja to widzę tak: czy chcesz się spełniać zawodowo czy nie, to i tak musisz tej swojej pracy poświecić sporo czasu.. Dziecku też chcę dać jak najwięcej siebie... Pogodzić te dwie sprawy nie jest łatwo. Ja przeanalizowałam co jest dla mnie najważniejsze i rezygnuję z pewnych przyjemności ( lub obowiązków) żeby czas po pracy spędzić z rodziną.
Ja ciągle gdzieś pędzę :-) Głównie do pracy i do domu. A w międzyczasie do lekarza, do supermarketu, na pocztę zanim zamkną...
Godziny pracy nie ułatwiają opieki nad dzieckiem. Ja i tak mam dobre warunki, bo pracuje od 8.00 do 17.00. Doliczmy pół godziny na dojazdy... od 13h mam obowiązkowa godzinna przerwę obiadową, którą wykorzystuję na zrobienie zakupów, lub załatwienie innych spraw, żeby po pracy już nie tracić na to czasu. Oczywiście zdarza się, że trzeba zostać po godzinach, bo np. szef o 17.00 zwołuje zebranie, albo trzeba coś pilnego dokończyć.
Dziecko do przedszkola zaprowadza mój mąż, który może zacząć prace 9:00 ( ale wychodzi o 19:00). Przedszkole otwierają najwcześniej o 8.30 a najpóźniej zamykają o 16.30...
Pomaga nam niania i babcia. Odbierają synka z przedszkola, zaprowadzą na zajęcia dodatkowe, zaopiekują się aż do mojego powrotu. Mam cudowną nianie, która oprócz opieki nad dzieckiem pomaga mi w prowadzeniu domu. Posprząta, wyprasuje, nawet ugotuje coś dla dziecka. Dzięki niej nie spędzam weekendu na sprzątaniu domu.
Jak już wrócę do domu, wolę spędzić czas z dzieckiem, niż iść na jakieś zajęcia dla siebie … po prostu żal mi go znowu zostawiać.
Nie łażę po sklepach – prawie wszystko zamawiam przez internet z dostawą do pracy.
Rzadko umawiam się z koleżankami na babskie wyjścia – za to spotkania z koleżankami mamami, które też przyprowadzają swoje dzieci, odbywają się głównie na placu zabaw lub u którejś w domu.
Acha! No i randki z mężem! Raz na jakiś czas bierzemy pół dnia wolnego w pracy, żeby spędzić czas we dwoje. Chodzimy na wystawy, do spa i wracamy późnym popołudniem żeby jeszcze pobyć z dzieckiem.
Zauważyłam, że sporo pracujących młodych matek wybiera podobne rozwiązania do moich.
Zwłaszcza, że nie obejdzie się bez pomocy babci lub niani.
BY: No właśnie młodych matek. W jakim wieku Włoszki zostają mami po raz pierwszy?
Marta: Rzadko się widzi bardzo młode Włoszki w ciąży. Zazwyczaj o macierzyństwie zaczyna się myśleć po 30-tce. Związane jest to w znacznej mierze z późnym usamodzielnieniem się i znalezieniem pracy.
Za to jest dużo obcokrajowców mieszkających tu na stałe, np. z Albanii lub Rumunii, którzy po 30-tce mają już 3 lub 4 dziecko. W tych rodzinach zazwyczaj pracuje tylko mężczyzna, a kobieta zajmuje się domem.
BY: Jak długi jest urlop macierzyński i jakie daje prawa matce/ojcu (czy z urlopu rodzicielskiego w ogóle ojcowie mają prawo skorzystać?)
Marta: Mamy urlop macierzyński obowiązkowy i fakultatywny.
Urlop obowiązkowy to 80% pensji i wynosi 5 miesięcy, które się rozkładają na okres przed i po porodzie. Czyli im dłużej pracujesz, tym dłużej możesz opiekować się dzieckiem. Zazwyczaj wykorzystuje się formułę 2+3 ( 2 miesiące przed + 3 miesiące po porodzie) lub 1+4. Od tego roku wprowadzono nowość, czyli można pracować do ostatniego dnia ciąży i wykorzystać 5 miesięcy po porodzie.
Urlop fakultatywny jest płatny w 30%, pod warunkiem, ze zostaną spełnione pewne warunki - inaczej nie jest płatny. W sumie jest to 6 miesięcy, które można wykorzystać wszystkie od razu, lub odbierać w postaci miesięcy, dni lub nawet godzin, aż do ukończenia 12 roku życia dziecka.
Ojcowie mogą skorzystać z urlopu macierzyńskiego, jeśli matka jest bezrobotna, ale wtedy przysługują im tylko 3 miesiące.
BY: No to trochę tych różnic jednak jest. A jak wygląda wychowanie dziecka w dwu kulturowym domu? Dwa języki, dwie kultury, dwa typy wzorców wyniesionych z domu...
Marta: Bardzo mi zależało, żeby dziecko mówiło po polsku i trochę to potrwało, zanim znaleźliśmy odpowiednia metodę dwujęzycznego wychowania. Najpierw próbowaliśmy rozmawiać z synkiem każdy w swoim języku, ale odnieśliśmy wrażenie, ze to tworzy mętlik w głowie dziecka.
Później postanowiliśmy oboje mówić po polsku (mąż bardzo dobrze mówi po polsku), dzięki czemu dziecko będzie kojarzyło ten język z domem, ciepłem, czymś naturalnym.
Żeby wzbogacić słownictwo czytamy i oglądamy bajki po polsku.
Kiedyś tutejsza szkoła językowa reklamowała się hasłem: „Kto zna 2 języki – ma 2 życia”.
U nas to się sprawdza. Bardzo się cieszę, że gdy przyjeżdżamy do Polski synek czuje się jak u siebie, ma rodzinę, kolegów, nie ma barier językowych.
Co do różnic kulturowych to nie ma ich aż tak wiele.
Łączymy obie kultury, podkreślamy to, co w nich najlepsze i kontynuujemy tradycje... Np. świętujemy polskie Mikołajki i włoską Epifania (06/01 czarownica przynosi słodycze grzecznym dzieciom, a niegrzecznym węgiel). Łączymy kuchnię polską i włoską. Z pozytywnych różnic przyjęłam więcej optymizmu i uśmiechu, oraz staram się ograniczyć narzekanie do minimum. Włoskie mamy nie zwracają uwagi dziecku tak często jak w Polsce. Dzieci są może głośniejsze i nie stoją na baczność, ale za to są zdecydowanie mniej zestresowane.
Razem z mężem staramy się nie podnosić głosu i rozmawiać na spokojnie z synkiem, jeśli jego zachowanie uznamy za nieodpowiednie. Słuchamy jego argumentów i opinii na wszystkie tematy. Do naszego dziecka to bardziej trafia niż krzyki i musztra. A my jesteśmy z niego dumni.
BY: Rzeczywiście, w Polsce na wzór USA wychowywanie dzieci coraz częściej przybiera formę kolejnego projektu do zrealizowania. Jakie jeszcze widzisz różnice w sposobie wychowania przez Włochów w stosunki do polskich metod? Może Polki mogły by się czegoś nauczyć od matek Włoszek?
Marta: To co można tu podpatrzeć to wspólne spędzanie czasu, co może nam się kojarzyć z typową włoską z rodziną. W weekendy w okolicach godziny 12:00-13:00 ulice naszego miasteczka pustoszeją, bo wszyscy zasiadają do obiadu. Dużą wagę przykłada się do wspólnych posiłków, jako momentu spotkania, rozmowy...
Poza tym, dzieci nie ograniczają wieczornych wyjść rodziców. Zamiast je zaparkować u dziadków, rodzice zabierają je do restauracji, nawet jeśli nie ma kącika dziecięcego, który tu jest rzadkością. Dzieci w restauracji zachowują się jak dzieci – są głośne, idą do innego stolika gdzie siedzi obce dziecko, żeby się z nim pobawić – ale to normalne. Inni ludzie się do nich uśmiechają i zagadują.
Latem, kiedy wieczory wreszcie pozwalają wyjść z domu, żeby odpocząć od upałów, rodziny idą po kolacji na lody, do parku, lub na rynek miasteczka - główne miejsce spotkań mieszkańców, gdzie dzieci biegają aż do późnych godzin.
To co mnie tu urzekło, to z jednej strony, dużo rodzinnie spędzanego czasu, a z drugiej - ten luz, który nie ogranicza ani dziecka ani rodzica.
BY: Bardzo dziękujemy za rozmowę :)