Rodzic to też człowiek
To już praktycznie zjawisko społeczne. Dzieci zdominowały życie ludzi, swoich rodziców, wujków oraz ich bezdzietnych znajomych. Przejawia się to w traktowaniu dzieci z absolutnym pierwszeństwem, w centrum uwagi w każdej chwili, w tworzeniu im dedykowanych środowisk w miejscach i przestrzeniach wspólnych, w nadopiekuńczości, w sprowadzaniu się roli tylko i wyłącznie rodzica ale rodzica w nowym gorszym wydaniu, takiego który jest kierowcą, asystentem, służącym..
Jakie to będzie miało konsekwencje?
Po pierwsze przyzwyczaimy dzieci że są one pępkiem świata, są najważniejsze i z takim nastawieniem wyjdą one w świat w którym będą miały problemy z adaptacją, z odnalezieniem się w innej dla nich pewnie brutalnej rzeczywistości.
Po drugie pokazujemy im się jako byt mało wartościowy. Bo jak można mieć szacunek do człowieka, który sam sprowadził się do roli chłopca na posyłki? Kiedy w takim modelu wychowawczym powinna być granica? Kiedy to dzieci powinny wkładać pracę lub jakiś inny swój wkład we wspólny dom? Pomagać przy wspólnych czynnościach? Dbać o przestrzeń rodziny? Czy w domu w którym to rodzić śmiga na mopie 24/7 i sprząta po swoim dziecku taka potrzeba w dziecku się w ogóle zrodzi w naturalny sposób?
Po trzecie nie ma "wychowania". Jest wspólne mieszkanie a dzieci uczą się wartości poprzez modelowanie. Rodzice którzy nie mają swojego obszaru zainteresowań, nie walczą o swój czas, nie pokazują że relacje z innymi ludźmi są dla nich ważne po prostu nie dają dzieciom wzorców do takiego funkcjonowania w teraźniejszości lub przyszłości. O wiele większą wartość otrzyma dziecko od rodzica który je inspiruje nawet kosztem wspólnego czasu.
Rodzic = człowiek, pasje, przyjaciele, życie intymne, wartości, praca
Jestem matką dwójki dzieci, mocno osadzona w branży parentingowej z racji prowadzenia bloga czy firmy Bohemian Youngster tworzącej ubranka boho dla dzieci. Nigdy jednak nie zatraciłam się w rodzicielstwie w taki sposób jaki obserwuję dziś na wywiadówkach w szkole lub w otoczeniu znajomych. Pamiętam o tym, że dzieci to niezależne byty które za lat 15 może 20 pójdą w świat. Chcę dać im skrzydła na których pofruną, chcę z nimi odkryć ich pasje ale chcę też mieć w tedy swój własny świat, który buduję i tworzę z innymi od dawna. Walczę o to żeby nie zatracić swojego JA. Bo ja to nie tylko mama. Ja to przede wszystkim dziewczyna zajmująca się contentem, kochająca książki i podróże oraz rozwój osobisty. Ja to dziewczyna, która interesuje się modą oraz psychologią. A ludzi którymi się otaczam wybieram nie na podstawie tego czy mają dzieci w podobnym wieku (co się często zdarza) ale na podstawie tego czy mamy wspólne tematy do rozmów czy wzajemnie się inspirujemy. Ja to dziewczyna kochająca się śmiać i uprawiać sporty. Jestem przede wszystkim sobą. W mediach społecznościowych nie widnieję jako @mama.... coś tam, bo bycie mamą to tylko jedna z moich ról.
Co z takiego podejścia mają moje dzieci?
Dzieciaki mają może nie dom otwarty ale na pewno sporo bardzo różnorodnych osób w najbliższym otoczeniu. Polityków, artystów, sportowców oraz ludzi z pasją od których czerpią wiedzę oraz inspirację. Moi znajomi rozmawiają z nimi jak człowiek z człowiekiem a nie jak dorosły z dzieckiem. To też bardzo duża wartość dla dzieciaków. Wspólne wyjazdy, różnorodność stylów życia, jednak mocno zdefiniowane i spójne wartości. Otaczam się osobami uczciwymi i stawiającymi na pasje i rozwój osobisty. To jest mój świat. Którego nie będę musiała budować od zera za 20 lat jak moje dzieciaki pójdą swoja drogą. A dzieci mają zrelaksowaną i szczęśliwą rodzinę. Potrafią zaakceptować odmową oraz informację że w danym momencie jest dla mnie coś innego ważniejszego nić "obsługiwanie ich". Szybko tez stały się samodzielne bo zamiast robić im kolację robię inne rzeczy które w danym momencie są kluczowe a dzieciaki muszą same sobie poradzić z czynnościami które jeszcze nie dawno były oczywiste w domu np. przygotowywanie kolacji.
Jesper Juul na temat troszczenia się o własne potrzeby.
"(...) Nie znaczy to w żadnym razie, że dorośli powinni zrezygnować z własnego życia, własnych potrzeb, uczuć i wartości. Kiedy tak się dzieje, zostaje zachwiana ich rola przywódcza w rodzinie - a ta jest warunkiem poczucia bezpieczeństwa dzieci."
"Umiejętność troszczenia się o własne potrzeby - bez lekceważenia potrzeb dziecka - charakteryzuje dobre przywództwo w rodzinie. Daje ono dzieciom poczucie bezpieczeństwa i gwarantuje związek oparty na jednakowym szacunku dla obu stron. Związek taki wyróżnia się tym, że obie strony mają jednakową godność - a nie tym, że mają jednakowe prawa i obowiązki czyli, że mogą tyle samo."
Oba cytaty pochodzą z książki pt: "Nie" z miłości autorstwa Jespera Juula.
Przeczytaj też:
Królowa zycia
Mam 40 lat i roczna córkę. Wszyscy powtarzali, ze jak urodzę dziecko to zwariuje na jego punkcie. Nie będę chciała zostawić małej nawet na chwile. Przed narodzinami córki prowadziłam intensywne zycie, własne firmy, podróże po Świecie, przyjaciele, znajomi no i moje zainteresowania. Muszę przyznać, ze mam ich trochę. Tłumaczyłam wszystkim, ze nie zamierzam nic zmieniać w swoim życiu kiedy pojawi się dziecko. Pukali się w głowę, a ja znam siebie i moje podejście do życia. Moja córka ma rok, urodziła się za granica i pierwsze miesiące spędziła tam z moja najlepsza przyjaciółka bo ja musiałam wrócić do pracy ( nie posiadam męża, chłopaka czy innego towarzysza życia, który zajmowałby się czym kolwiek) . Obecnie mamy nianie, a ja robię to wszystko co robiłam do tego kocham swoją córkę i również spędzam z nią czas. Podróżuje z nami od 1 miesiąca życia bywa w restauracjach, podróżuje samolotami, samochodami. Tak wiem jestem zła matka w oczach mamus które najchętniej całe zycie nosiły dziecko na rękach i narzekały jak to one są zmęczone i nie maja czasu ma nic. A oddanie dziecka do przedszkola mało nie zabiło ich psychiki. To ze poświęcacie cały swój wolny czas na noszenie dziecka bo przecież dziecko jest tal przyzwyczajone ze bez mamy noc nie może zrobić nawet obejrzeć bajki. Pamiętajcie ze dziecko dorasta i ma swoje zycie, a czy będziecie mieli swoje czy raczej pogrzebaliscie razem z narodzinami dzieci. Ograniczenia są w naszej głowie. Moja mama również nie zwariowała na moim punkcie. Dzięki temu jestem niezależna kobieta ze swoimi pasjami, marzeniami i biznesem.