Republika Ściborska - Biegnący Wilk - "wczasy" inne niż wszystkie!
Jeśli czytacie nasz blog to zapewne wiecie, że wyznajemy wartości nieco inne niż te, którym obecnie się hołduje. Wolne, swobodne życie blisko natury, realizowanie pasji i otaczanie się ludźmi również podążającymi za swymi pasjami, takimi z którymi można konie kraść…..to po krótce to co ważne jest nie tylko dla nas ale dla naszej społeczności boho.
Moje dotychczasowe rodzinne wakacje to europejskie wyjazdy we czwórkę z przyczepą kempingową, czasem samolotem gdzieś dalej, sporadycznie kilka dni gdzieś w Polsce. Generalnie zwiedzanie Polski zostawialiśmy sobie na dłuższe weekendy……aż do teraz 😊.
Całkiem przypadkiem gdzieś w codziennym streamie internetowym mignęła mi Republika Ściborska, a że należę do ludzi ciekawych świata, głodnych nowych wrażeń i lubię eksperymentować to kliknęłam. A jak kliknęłam to już przepadłam. Od razu zapisałam nas na przygodowy obóz rodzinny w Republice Ściborskiej.
Republika Ściborska - Biegnący Wilk
Czym jest Republika Ściborska?
Republika Ściborska to ekologiczne gospodarstwo (od ponad 40 lat ziemie Republiki nie są nawożone chemią!) prowadzone przez rzeczonego Biegnącego Wilka. Na terenie Republiki znajdują się:
-
ogrody zielarskie,
-
ogrody warzywne,
-
hodowla psów zaprzęgowych,
-
wioska dla obozowiczów,
-
repliki chat traperskich - odtworzonych niemalże z chirurgiczną precyzją 1:1 na podstawie samego "przeklatkownia" filmów (jako ciekawostkę dodam, że stworzenie jednej z chat zajęło Wilkowi aż 5 lat!)
-
Muzeum Polarne,
-
Muzeum Indiańskie,
-
Muzeum Marii Radziewiczówny,
-
czynna pasieka z 1935 roku a także pasieka bartna,
-
kilka stawów,
-
biała bania i wiele innych atrakcji zlokalizowanych na 30 hektarowym terenie!
Kim jest Biegnący Wilk?
Dariusz Morsztyn, bo to on ukrywa się pod pseudonimem Biegnący Wilk, to przede wszystkim człowiek z pasją. Pasją, którą potrafi zarazić swoich gości. Mega charyzmatyczny, ciekawy człowiek z bogatym bagażem doświadczeń życiowych, o których opowiada w taki sposób, że można by go słuchać bez końca. Biegnący Wilk, to również człowiek, dzięki, któremu Polska poznała nową dziedzinę sportu jaką są psie zaprzęgi. Jest pierwszym Polakiem, który jeździł w takich zawodach – pierwszy raz w 2008 roku. Dziś na swoim terenie ma pod opieką 50 psów zaprzęgowych gotowych do wzięcia udziału w wyścigach.
Jako były nauczyciel ma super podejście do dzieci – ale nie tylko – dorośli przy nim również się nie nudzą. Jego pomysły, które realizuje w ramach rodzinnych obozów przygodowych oraz weekendowych wyjazdów "biegun zimna" są szalenie ciekawe, zróżnicowane, zabawne i wciągające. Koniecznie musicie go poznać!
Przygodowe obozy rodzinne w Republice Ściborskiej
Czym są przygodowe obozy rodzinne?
To rodzinne wyjazdy w najdziksze i najczystsze rejony Mazur. Obóz ma pewne sztywne reguły np. dotyczące posiłków czy pewnych aktywności a wszystkie zajęcia proponowane przez Biegnącego Wilka są dobrowolne, jednak jak już poczujecie ducha przygody raczej nie będziecie chcieli ich odpuszczać :). W czasie obozu stołujemy się tylko i wyłącznie wegetariańsko. Plan dnia poznajemy z dnia na dzień i często zależny jest on od panujących warunków atmosferycznych. Głównymi założeniami obozów są: nabycie podstawowych umiejętności survivalowych, pogłębienie więzi rodzinnych, a także jakże istotna w kontekście zarówno ochrony środowiska jak i miłości do stworzeń żywych pochwała kuchni wegetariańskiej. Dzięki takim obozom dzieci stają się bardziej zaradne, a dorośli mogą znów poczuć się jak dzieci. A wszystko to w otoczeniu dzikiej przyrody. Nie ukrywam, że sama koncepcja bycia dzikim dzieckiem czy człowiekiem lasu oraz prowadzenia prostego życia jest bliska mojemu sercu. Często na naszym blogu pojawiają się wpisu dotyczące tego jak zbawienną moc zarówno na dzieci jak i dorosłych ma kontakt z naturą, dlatego chętnie podjęłam to wyzwanie. Dodatkową zachętą był fakt, że na obozie obowiązuje całkowity offline – telefony i wszelkie urządzenia elektroniczne zostają w samochodzie i nie mają wstępu na teren obozu – ta wolność od bycia online ma ogromną moc uzdrawiania w świecie nad wyraz przebodźcowanym.
Przygodowe obozy rodzinne - czego się spodziewać?
Ramowy plan takich obozów zawsze jest transparentny i z grubsza wiesz na co się decydujesz. Główne atrakcje to przeprawa przez rzekę czy Rysie Bagno (zdjęcia poniżej) w czasie których musicie pokonać nie tyle barierę fizyczną co głównie psychiczną. Nagrodą dla tych którzy się odważą są niezapomniane wspomnienia oraz mega satysfakcja! (a także niepowtarzalne zdjęcia :P )
Dla tych, którym się wydaje, że to tylko kąpiel błotna powiem, że grubo się mylą. Rysie Bagno to 100% bagno, w którym, gdy się nie ruszasz to zaczyna Cię „zasysać”. Podejrzewam, że niejeden but już w nim został:) Aby sprawnie przebrnąć przez tę przeprawę musicie poznać technikę poruszania się w takim środowisku, potrzebujecie kijów oraz pogodzenia się z całkowitym wyjściem z własnej strefy komfortu. Jednak zapewniam Was, że satysfakcja "po" oraz wspólne rodzinne doświadczenie jest warte każdej ceny. W czasie przeprawy przez Rysie Bagno będziecie się mierzyć z obrzydzeniem, chłodem, komarami, specyficznym zapachem bagna (żeby nie powiedzieć smrodem), oraz z barierą fizyczną - sama przeprawa wymaga siły i konsekwencji w działaniu.
W trakcie obozu możecie też liczyć na regularny kontakt ze zwierzętami – tymi oswojonymi - psami zaprzęgowymi czy kotami pomieszkującymi na posesji, a także dzikimi - żurawiami, bobrami, wilkami, rysiami, orłami czy łosiami, które zamieszkują tereny lasów skalistych, w otoczeniu których będziecie mieszkać. Biegnący Wilk nie pozwoli się nudzić obozowiczom i choć w ramowym opisie obozu jest zapis, że macie sporo czasu na swobodną zabawę to plan jest naprawdę bogaty i ciekawy! Gry terenowe, wyprawy w teren, zagadki, cani crossing, warta kuchenna, dużo wiedzy survivalowej...
Śpicie w indiańskich tipi, sami zbieracie drewno na opał, przynosicie wodę ze studni (studnia z 1784 roku!), zmywacie po sobie (uwaga wielkim plusem jest to, że dzieciaki przenoszą ten zwyczaj później do domu :)), prysznic bierzecie pod gołym niebem, żyjecie zgodnie naturalnym rytmem dnia, w zgodzie z otaczającym Was światem.

Dla mnie osobiście największym wyzwaniem było palenie mokrym drewnem (przez pierwsze dni obozu pogoda nam nie do końca dopisywała), które się strasznie dymiło. Wybór był albo ciepło i nadymione albo zimno.
Rodzinne obozy przygodowe w Republice Ściborskiej - dlaczego warto wziąć udział?
- Dla mnie kwestią nadrzędną ZAWSZE są LUDZIE. A Republika Ściborska to miejsce, które skupia wokół siebie ludzi w mojej ocenie szalenie wartościowych, ludzi o podobnym światopoglądzie jak mój. Ludzi, z którymi mogłabym rozmawiać bez końca, takich którzy są dla mnie inspiracją, nie wspominając o samych gospodarzu, bo to człowiek magnes! przyciągający do Republiki wyjątkowe okazy :). Do Republiki warto się wybrać również dlatego, żeby dzieci miały okazję zaznać prawdziwego prostego życia. Takiego jakie być może niektórzy z nas mieli w swojej młodości? na działce u babci? na wsi? Dziś proste życie to rzecz rzadko spotykana. A każde dziecko powinno mieć szansę doświadczyć takiego dzieciństwa!
- Drugą niezwykle istotną sprawą jest to, że dzieci uczą się tam podstawowych umiejętności survivalowych, takich jak rozpalanie ognia, posługiwanie się nożem, siekierą i wielu innych. Równie ważne jest to, że dzieciaki po tym obozie stają się bardziej zaradne i pomocne w domu.
-
Proste życie to kolejny argument ZA rodzinnym obozem przygodowym. Detoks od telefonu, telewizora, komputera, stresu i pośpiechu. Totalny relaks dla umysłu. Zero niebieskich ekranów. Za to ciężka praca przy zapewnianiu sobie minimum komfortu (ale za to jak będziecie doceniać później swoją wręcz luksusową codzienność wśród dorobków cywilizacji – takich jak materac czy ciepły prysznic :)).
-
Wspomnienia. Jak mówi przysłowie – „urodziłeś się goły i umrzesz też goły”. Dlatego jestem wielkim zwolennikiem minimalizmu oraz inwestowania w czas, relacje i wspomnienia aniżeli w przedmioty. W czasie obozu przeżyjesz naprawdę sporo ciekawych i emocjonujących momentów, zdobędziesz genialne wspomnienia na całe życie. A nic nie zbliża równie mocno jak wspólne przeżycia. Dlatego deklaracja gospodarza obozów o scementowaniu rodzinnych więzów zdecydowanie znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nie jest bynajmniej czczą obietnicą marketingową.
-
Emocje. Taki wyjazd dla przeciętnego mieszczucha to totalne wyjście ze strefy komfortu. Powrót do rozwiązań z przeszłości i mega mega proste życie. Na obozie jest zakaz jedzenia słodyczy (dla niektórych to spora próba), zakaz używania telefonów, nie jemy tu również mięsa. Poza "zakazami" są też "nakazy" a do takich należy jedna wachta kuchenna - zmiana trwa od kolacji do obiadu i wierzcie mi, że jest to ciężka praca, która zagwarantuje Wam mocny sen, ból pleców (od noszenia wody ze studni) oraz odciski na dłoniach. Nagrodą jest jak zwykle satysfakcja i wdzięczność nakarmionych obozowiczów. Taki obóz z racji swojego charakteru gwarantuje Wam całe spektrum emocji. Od zniechęcenia, obrzydzenia, zmęczenia, poprzez radość, spokój, szczęście, dumę aż do super satysfakcji. Muszę się Wam przyznać, że pierwszego dnia chciałam wyjeżdżać, trzeciego już szłam do samochodu odpalać booking i szukać czegoś dla siebie w okolicy, ale mimo kryzysów nie zrobiłam tego. I bardzo się cieszę. W momencie kiedy się pakowaliśmy do domu, a moje paznokcie wyglądały jakbym kopała dłońmi fosę, nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby tam wrócić, ale dziś kiedy to piszę (czyli jakieś 4 dni po powrocie) już mi tęskno do Republiki Ściborskiej i jak tylko czas mi na to pozwoli to na pewno tam wrócimy (mój partner mówi że już w przyszłym roku :)).
Przeczytaj też:
- CO CZEKA NASZE DZIECI W PRZYSZŁOŚCI?
- Dzikie dzieci - dlaczego dzieciom potrzebne jest przebywanie wśród przyrody bardziej niż kiedykolwiek dotąd w historii?
- Spacery lepsze niż antydepresanty czyli o tym dlaczego warto wędrować i krzewić ten nawyk w dzieciach?
- Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko czyli szwedzkie wychowanie cz. 3
- Nadopiekuńczość - choroba cywilizacyjna XXI wieku